środa, 1 kwietnia 2015

Prima aprilis

Pewnie i tak większość wie, że wczorajszy wpis był niczym innym jak prima aprilisowym żartem. Sądząc po zainteresowaniu jakie wywołał na moim Fun Page to całkiem się podobał, a niektórzy nawet na moment dawali się nabrać.
Z innej beczki czy nie była by to dobra sprawa, że Tatry są otwarte dla snowboarderów i narciarzy? Że nie trzeba by było się chować przed strażnikami parku tylko w pełnej swobodzie z ich piękna i dobra korzystać, a do domu wracać z niezapomnianymi wspomnieniami i zdjęciami a nie mandatami?
Zjeździłem na desce cały Świat. Jak tylko była taka możliwość to jeździłem poza trasą. Nigdzie nie dostałem mandatu, nigdzie nie musiałem się przed nikim chować. Raz tylko w NZ za karę, że freeridowaliśmy o świcie jak ośrodek jeszcze był zamknięty to skierowali nas na szkolenie lawinowe z psami. Całkiem miło wspominam tę karę. Owszem są czasem jakieś małe strefy zamknięte gdzie wjeżdżać nie można i wszyscy to respektują. Ale, żeby prawie całe pasmo górskie po naszej stronie zamykać na jeżdżenie.
Wszyscy raiderzy jakich znam starają się pozostawić po sobie minimalny ślad swej obecności. Nie śmiecą, zachowują się spokojnie, szanują naturę. Nie ma w ich działalności nic złego nic szkodliwego. 
Może zamiast karać lepiej edukować o zachowaniu w górach?
Więc w tym roku to był żart, ale jednym z moich marzeń jest by kiedyś on się spełnił i nasze Tatry otworzyły się na freeride.
Przecież zjeżdżanie po górach to jak najbardziej naturalna sprawa. Nienaturalnym jest jej zabraniać.
Pierwsze foto moje z Koziego zrobione tuż przed nielegalnym zjazdem, pozostałe  Marek Ogień






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza